Sierpień 2016

We wtorek 26 lipca o godz. 18.00 odbył się wernisaż wystawy „Asocjacja czyli trzy razy tak”, prezentującej prace twórców związanych z Galerią Autorską w Bydgoszczy. Obrazy i grafiki autorstwa Jana Kaji, Wojciecha Nadratowskiego i Jacka Solińskiego będzie można oglądać do 28 sierpnia 2016 r., codziennie w godz. 12.00-18.00.

Wstęp wolny. Zapraszamy!

Jan Kaja, ur. w 1957 r. w Bydgoszczy. Malarz, wydawca, fotograf. Od 1979 r. z Jackiem Solińskim prowadzi w Bydgoszczy Galerię Autorską i wydawnictwo. Wspólnie z J. Solińskim opracował i wydał szereg albumów monograficznych poświęconych artystom plastykom. Jest autorem cykli malarskich: „Postacie nierealne”, „Bramy”, „Droga Krzyżowa”, „Rozmowy” ,„Dzień po dniu” i „Ludzie jak aniołowie”. Brał udział w wielu wystawach indywidualnych w Polsce i zagranicą (Bydgoszcz, Gdańsk, Sopot, Toruń, Warszawa, Łódź, Kraków, Lublin, Paryż, Rzym i Edynburg). Jego obrazy oparte na relacji między twarzą i dłońmi stanowią swoisty jednoosobowy teatr. Malarz traktuje twórczość jako powrót do stanu spontaniczności, by dzięki niej odkrywać człowieka w całej jego prostocie wyrazu i jednocześnie duchowej głębi.

O twórczości Jana Kaji
Człowiek jest tu przedstawiony w całym swoim cielesnym pięknie i sile, ale jednocześnie z pewnym piętnem dramatyzmu sygnalizowanym zarówno gestyką, jak i usytuowaniem w przestrzeni zamkniętej, klaustrofobicznej, opresyjnej. Jan pokazuje człowieka jako istotę pełną godności, czynną, podejmującą trud współżycia ze światem. Jest w tych postaciach pewna pierwotna czystość i prostota, coś, co łączy je zdecydowanie bardziej z surową prawdą natury niż z iluzorycznym urokiem cywilizacji. (…) / Piotr Siemaszko

„(…) Chciałbym zwrócić uwagę na konsekwencję twórcy, który właściwie od początku swojej kariery artystycznej podąża szlakiem chrześcijańskich toposów. Mało w dzisiejszej sztuce takich przykładów, mało znaków nadziei. (…) W chrześcijaństwie bydgoszczanin odnalazł przestrzeń właściwą dla swoich twórczych poszukiwań, dla wyrażenia dramatu człowieka przełomu XX i XXI wieku, człowieka zmagającego się z naporem konsumpcjonizmu i indyferentyzmu moralnego, a jednocześnie – boleśnie odczuwającego głód i potrzebę transcendencji.” / Jarosław Jakubowski

„(…) Czasem zastanawiam się – kim są postacie z obrazów Jana Kaji? Z pogranicza lub raczej przecięcia świata ludzi i przestrzeni boskiej? A może artysta przedstawia własny świat, w którym standardowe powyższe podziały nie mają zastosowania?” / Wojciech Banach

„(…) Artysta (…) staje po stronie wyraziście zdefiniowanego systemu wartości. Siła tych obrazów zasadza się zatem na fundamencie prostoty i jasności przekazu. Patrząc na nie można domniemywać, że w świecie duchowym Jana Kaji nie ma miejsca na tani, ogłupiający relatywizm, a jego sztuka nie potrzebuje dla zaistnienia i potwierdzenia swojej głębi bezwartościowych, popkulturowych fajerwerków, czy równie jałowych estetycznych prowokacji.”/ Krzysztof Szymoniak

„(…) Człowiek jest jak trawa – usycha. Wieczór. Są uwięzieni, ograniczeni, zamknięci w przestrzeniach wyznaczonych przez konstrukcje zbite z desek z wyrazistymi słojami, sękami, otworami, za którymi znajduje się świat niewidoczny dla oczu. (…) Oniryczna symbolika obrazów, ale i także ich realizm skojarzony z tajemniczością figuratywnych przedstawień chronią przed oczywistością i nadają im sens uniwersalny.” / Grzegorz Kalinowski

Wojciech Nadratowski, ur. 1957 w Wąbrzeźnie. Malarz i rysownik, zajmuje się także grafiką wydawniczą, ma na swoim koncie pokaźną liczbę opracowań graficznych przygotowanych do literatury pięknej i  poezji (Wydawnictwa Pomorze). W latach 80. XX w. współpracował z „Ilustrowanym Kurierem Polskim”. Od 1979 r. związany jest z Galerią Autorską Jana Kaji i Jacka Solińskiego w Bydgoszczy. W latach 1980–1984 zajmował się działaniami konceptualnymi pod auspicjami (założonego przez siebie) Biura Strat Bezpowrotnych. Jest autorem kilkunastu indywidualnych wystaw malarstwa. Uprawia głównie pejzaż oscylujący między poetyckim realizmem, abstrakcją a surrealizmem.

O swojej twórczości mówi: „Pejzaż jest dla mnie żywą przestrzenią z ukrytymi w niej znakami zapytania, jest kalejdoskopem kolorów i aury. Naturalne cykle przyrody wciąż i na nowo przeobrażają tę przestrzeń nadając jej znamiona tajemnicy. Ta gigantyczna horyzontalna scenografia wprzężona w astronomiczny mechanizm budziła zawsze w głowach wędrowców i odkrywców niepokój i ciekawość prowadzące do podejmowania często ryzykownych wypraw. W każdym z nas jest ten zachwyt przestrzenią. Zapewne zapatrzone w dal postacie z obrazów C. D. Friedricha podzielałyby z nami ten niewysłowiony stan. Być może pejzaż spełnia tak inspirującą i motywującą rolę, że otwiera się z rzeczywistej perspektywy w wyabstrahowaną i nadrealną. (…) Zwykle uproszczona notatka graficzna odłożona, a może nawet zagubiona na jakiś czas, odnajduje się i staje się powodem czegoś, co przywołuje z pamięci nie tylko optyczną warstwę obrazów. Świadomie godzę się na niechybne wypaczenia pamięci pozostawiając w ten sposób wolne pole dla wyobraźni w rodzaju tej, którą posługują się miłośnicy zabaw kształtami obłoków. Przedstawiam moją wersję pejzażu w pewnym sensie jako symetryczną w stosunku do tego prawdziwego i doskonałego. Jest to próba subiektywnej rekonstrukcji i przemiany zewnętrznych wartości w kompozycję ułożoną według własnej logiki i wrażliwości”.

O twórczości Wojciecha Nadratowskiego
„Wolność widzenia
(…) W malarstwie Wojciecha Nadratowskiego kolejność rzeczy ważnych i tych z pozoru błahych często bywa zmieniana. Osobliwy porządek przenikających się struktur materii, przedmiotów i przestrzeni tworzy środowisko na pozór bliskie, dobrze „znane”. Jednocześnie obrazy te prowokują do postawienia sobie pytania: dlaczego tu jest tak, skoro przyzwyczailiśmy się, że w rzeczywistości może być zupełnie inaczej? Wizyjne „rebusy” zestawione z elementów rozpoznawalnych nie są tutaj tworzone po to, by znaleźć rozwiązanie, ale po to, by badać, kojarzyć i odkrywać (…).
Sformułowanie, że coś może okazać się tym lub tym, charakteryzuje całą rozpiętość i wieloznaczność odniesień, jakie ukrywają się w malarstwie Nadratowskiego. Kolejność postrzegania rzeczy „ważnych” i „mniej ważnych” wynika z wielu uwarunkowań. Ten naturalny stan rzeczy jest bardzo istotny, bo wszystko musi – prędzej czy później – znaleźć swoje miejsce w polu widzenia. Tak musi być, by nie został zakłócony nasz wrodzony rytm postrzegania świata. Nadratowskiemu z pewnością zależy, by patrząc nie przestać widzieć, by czuć współobecność z otoczeniem, by umieć przystanąć – zatrzymać się. Zatrzymać się, to znaczy zobaczyć od nowa, wnikliwiej, głębiej, inaczej, poza ustaleniami.”/ Jacek Soliński

„(…) Wysmakowana kolorystyka każdego obrazu kreuje atmosferę poetyckiej wizji. Nadratowski potwierdza, jak bogatym medium może być tradycyjne malarstwo sztalugowe. Dwuwymiarowy, nieruchomy obraz, pomimo konkurencji ze strony nowoczesnych technik audiowizualnych, nie przestaje frapować i fascynować w swojej prostocie. Płaska, pokryta kolorowymi plamami powierzchnia, nie narzucając się obserwatorowi, subtelnie zachęca do zmiany dotychczasowej optyki widzenia. W twórczości Wojciecha Nadratowskiego obraz odzyskuje siłę oddziaływania, utraconą w minionej dobie dominacji sztuki konceptualnej. Wolne od nachalnej dosłowności, malarskie przedstawienia inspirują widza do odnalezienia stanu dystansu wobec zgiełku zewnętrznego świata.” / Mateusz Soliński

„RYBY WOJCIECHA NADRATOWSKIEGO
Malarstwo Wojciecha Nadratowskiego to niezwykłe świadectwo pracy wyobraźni. Już pierwszy rzut oka na te dzieła daje wrażenie ich niesamowitej rozpiętości formalnej, jakby siły twórcze domagały się wciąż nowego wyrazu. Znajdziemy tu nawiązania, a nawet cytaty odnoszące się do wielkich malarzy, takich jak choćby van Gogh czy Kandinsky i w tym sensie jest to malarstwo erudycyjne, jednak pastisz nie jest tu celem sam w sobie, jest raczej wyrazem świadomości, że stanowi się część długiej tradycji malarskiej.
Najbardziej charakterystycznym motywem malarskim Wojciecha Nadratowskiego jest ryba. Nie jest to zwierzę przedstawiane realistycznie, to raczej wehikuł, który unosi różnorakie znaczenia. Jest ryba z pyszczkiem-trąbką, ryba wtopiona w jeziorne struktury, ryba „militarna”, ryba-literat, której ciało pokrywają zapisane kartki-łuski, ryba-odcisk ręki, szyba-szkielet… Ryba Nadratowskiego to kłębowisko brył, kolorów, słowem – kłębowisko życia, jego skumulowana forma.
Bardzo ciekawym zagadnieniem, nad którym warto się pochylić, jest „ryba czasu”. Dlaczego ryba czasu? Co to takiego? Malarz przedstawia te dziwne stwory z tarczami zegarowymi, które pokrywają je jak łuski albo wręcz wypełniają jak skomplikowany mechanizm połączonych ze sobą kółek. Ryba czasu, pogrążony w bezruchu fenomen, zanurzony w oceanicznej toni, aż się prosi, żeby traktować go jak symbol, znak wczesnych chrześcijan. Takie odczytanie oczywiście jest uprawnione, tym bardziej, że mroczny świat podwodny to niejako naturalne środowisko archetypów. Z wody przecież bierzemy, my ludzie, swój rodowód. Z wody wypełzł nasz daleki przodek i z wód płodowych matki wychodzimy na świat.
Pamiętając o tych wielorakich uwarunkowaniach, uważam jednak, że ryba czasu to nade wszystko próba odpowiedzi na pytanie o istotę sztuki. Sztuka, zdaje się mówić nieme stworzenie, to synteza tego, co ograniczone w czasie i tego, co wieczne, tego co cielesne i tego, co duchowe, tego co ludzkie i tego, co pozaludzkie. A więc, parafrazując słowa Kierkegaarda o człowieku, sztuka to synteza. Nie zapominajmy wszak o jeszcze jednym, często pomijanym, a przecież bardzo ważnym czynniku. Sztuka to także radość, szczęście, którego doznaje artysta w chwili twórczego spełnienia, ale też uwznioślenie odbiorcy, przeniesienie jego percepcji na poziom albo kilka poziomów wyżej.
Obrazy Wojciecha Nadratowskiego są gestem artystycznej odwagi, a nawet – tak to trzeba ująć – bezczelności. Twórca dokonuje próby wykreowania całości własnego świata, od oceanicznych głębin aż po wyżyny ludzkich blokowisk i wyżej, po ciemniejący błękit nieboskłonu. Można by z tych obrazów wznieść swoisty ołtarz światu albo mówiąc inaczej – światoołtarz. Dlaczego ołtarz? Ponieważ przepełnia te dzieła afirmacja życia, pomimo a może właśnie z powodu życia tego ulotności.” / Jarosław Jakubowski, XI 2015

Jacek Soliński, ur. w 1957 w Bydgoszczy. Zajmuje się grafiką warsztatową (głównie linorytem), malarstwem, fotografią, publicystyką artystyczną oraz działalnością wydawniczą. Od 1979 prowadzi z Janem Kają Galerię Autorską w Bydgoszczy, wspólnie opracowali i wydali szereg albumów monograficznych poświęconych artystom plastykom. Jest autorem wielu wystaw indywidualnych (Bydgoszcz, Gdańsk, Sopot, Toruń, Warszawa, Łódź, Kraków, Lublin; zagranicą: Paryż, Rzym i Edynburg). Od 1986 r. realizuje w Galerii Autorskiej swoją coroczną urodzinową wystawę linorytów. Wydał kilkanaście własnych publikacji, w których łączy grafikę z epigramami, modlitwami, poezją i prozą. Jest autorem kilkunastu cykli grafik i cyklu malarskiego – 366 aniołów.

O twórczości Jacka Solińskiego
„(…) Problematyka drogi, przekraczania “granic” (rzeczywistości, wyobraźni, percepcji?), a wcześniej jeszcze – znalezienia punktu granicznego, stała się przedmiotem wielu prac J. Solińskiego. (…) „Nieustanne przekraczanie”, zdaje się oddawać powtarzalność aktów przekraczania, nieustępliwość podejmowania wędrówki, pogodzenie się z rolą wiecznego (póki życia) wędrowca. W jednym ze swych artykułów, wspomina J. Soliński o długim, wyciągniętym w czasie, mozolnym przechodzeniu od „człowieka zewnętrznego” do „człowieka wewnętrznego”.(…)” / Krzysztof Kuczkowski, 1997

„Jest to sztuka symboliczna, bo posługująca się językiem symbolicznych figur, oddająca to, co nienazwane, niedostępne i tajemnicze przez to, co nazwane, wyobrażone i zdefiniowane. Jest ona zatem rodzajem modlitwy, wypowiadanej nie słowem, ale wizualnym znakiem, starannie wypracowanym linearnym kodem o samoistnej wartości plastycznej. Przedstawienia te pozbawione są egzaltacji, hałaśliwego gestu, nadmiaru efektów. Przemawiają głosem powściągliwym, przyciszonym, poważnym, skłaniającym do refleksji, akcentującym wartość prawd fundamentalnych. Z uwagi na swą ideową i artystyczną specyfikę, twórczość Jacka Solińskiego doskonale reprezentuje krąg współczesnej kultury mistycznej; jest zapisem tego szczególnego doświadczenia, jakim jest przenikanie ducha w materię, tego co ponadzmysłowe w rzeczywistość empiryczną, jest w tym sensie również wyznaniem wiary, wyrazem tęsknoty do świata oczyszczonego z ułomności profanum i rozświetlonego Bożą obecnością.” / Piotr Siemaszko, 2010

„(….) Jacek jest poetą. To znaczy rozumie co to poezja. Poezja to umiejętność skrótu, który ujmuje naraz różne rzeczywistości. Tę doczesną, obramowaną grubymi konturami krzeseł, stołów, ubrań, narzędzi. I tę drugą, a raczej – Drugą – rzeczywistość dostępną jedynie poprzez metaforę. Metaphero – to stare greckie słowo znaczy tyle co „przenoszę”, „przykładam”. Przenoszę znaki widzialne i przykładam je do rzeczywistości niewidzialnej. Z każdego z linorytów Jacka można by wysnuć opowieść, każdy z nich JEST opowieścią.” / Jarosław Jakubowski, 2010

„Egzystencja ludzka zdaje się być w pracach Jacka Solińskiego zbiorem powtarzalnych gestów układających się w czynności o symbolicznych sensach. Wszystko jest tu symbolem. Symboliczne są czynności: czekanie, rysowanie, uczenie, łączenie, odnawianie, rozplątywanie, utrzymywanie, wyłanianie, zapatrzenie,  słuchanie, przebijanie, przybijanie, zaznaczanie, liczenie, pisanie. Symboliczne są przedmioty: księga, klepsydra, sierp, łódź, łuk, ramy obrazów, muszle, gwoździe. Oglądając te prace, wkraczamy w przestrzenie fantazmatyczne, oniryczne, które ujawniają, z całą mocą, archetypy. Gesty, ruchy bohatera, czynności i zatrudnienia są zmaganiem ze światem, z własną słabością, lękami i obsesjami wydobytymi z podświadomości, zmaganiem z egzystencjalną trwogą. Kontrast i szarość to tło, na którym się zjawia bohater-aktor, „upadając w czas”, przemijając. Każdy linoryt jest  misterną opowieścią o tym, co w świecie nieprzeniknione. Trwanie zatrzymane w kontrastowej tonacji czerni i bieli, różnych odcieniach szarości. Tło to splątanie linii, niepokojąca gęstwa, rzeczywiście, o szczególnej logice, która wynika z rytmu bycia istoty ludzkiej tu i teraz, na mgnienie, w chwili. Ukształtowane z plątaniny linii staje się scenerią dla objawiającego się ruchu – fundamentu biologicznego trwania. Bezruch jest brakiem, martwotą, śmiercią. Tło bywa rozmaite. Wydaje się najważniejsze, a korespondencja z unieruchomioną postacią jest wyrazista i oczywista. Będzie więc owo tło spękaną ziemią, przestrzenią zapełnioną kroplami deszczu, zbiorem nieokreślonych drobin i cząstek, kolców, cierni, morzem, falami, zbiorem cyfr, liter, kropek i nieczytelnych znaków graficznych. To sceneria egzystencjalnego dramatu. (…) Egzystencjalne sytuacje, w jakich tkwi bohater linorytów mogą być odczytywane jako lustrzane i metaforyczne  powtórzenia ewangelijnych opowieści. Przesłaniem ich zdaje się zaś być afirmacja obecności takiej, jaka ona jest, w splątaniu wszelkim, mroku i jasności, świętości i powszedniości, trwaniu i rozpadzie.” / Grzegorz Kalinowski, 2010

„(…) W czarno-białej technice linorytu przedstawia zazwyczaj centralnie wkomponowaną postać ludzką. Na poszczególnych grafikach samotny mężczyzna definiuje swoją obecność. Charakter spełnianych przez niego czynności czy uczestniczenia w różnych sytuacjach zdaje się być tu synonimem ludzkiego istnienia.” / ks. Antoni Siemianowski, 2011

Dodatkowe informacje na www.autorska.pl